Przychodzi Klient na coaching i... często trzeba wytłumaczyć o co w tym wszystkim chodzi.
I to jest super! Ciekawość procesu i form rozwojowych to ten pierwszy, kluczowy krok, by wziąć swój rozwój w swoje ręce i dokonać świadomego wyboru.
Bardzo często, na etapie konsultacji wstępnej, wprowadzam Klientów w świat coachingu. Tłumaczę na czym polega i jak wygląda.
Jakiś czas temu wpadłam na porównanie, które okazało się, że było w punkt i teraz zawsze je wykorzystuję.
"Coaching jest jak spinning"
- Ty trzymasz rękę na pokrętle oporu W spinningu masz pokrętło, które decyduje o tym, jak ciężko się jedzie. W coachingu tym pokrętłem jest Twoja gotowość do wyjścia poza strefę komfortu. Coach zapyta o rzeczy trudne, niewygodne, wymagające, ale to Ty decydujesz, czy podejmiesz wyzwanie, czy będziesz „pedałować na luzie”. Pamiętaj tylko: jazda bez oporu nie buduje mięśni.
- Kryzys w połowie podjazdu Znasz ten moment na treningu, gdy uda pieką, oddech jest krótki i masz ochotę zejść z roweru? W procesie rozwojowym też przychodzi „dołek”. Zmiana boli. Stare nawyki walczą z nowymi. To jest ten moment, kiedy coach jest najbardziej potrzebny. Nie po to, żeby zatrzymać rower, ale żeby przypomnieć Ci, po co na niego wsiadłeś i pomóc Ci przetrwać kryzys. Bo najpiękniejszy widok jest zawsze po najtrudniejszym podjeździe.
- Efekt "Afterburn", czyli praca po godzinach W spinningu (zwłaszcza przy interwałach) występuje zjawisko zwiększonego spalania kalorii długo po zejściu z roweru. Mięśnie nie rosną w trakcie treningu, ale podczas regeneracji między nimi. W coachingu działa to identycznie. Sama sesja to tylko impuls.
Jeśli Twój rozwój zawodowy przypomina spacer po parku, a nie solidny podjazd to może czas dokręcić śrubę?